Saw
Dla świeżych miłośników kina grozy jest to pewnie jeden lepszych filmów. Dla ludzi, którzy już ich trochę wdzieli, będzie to tylko kolejne nacięcie na strzelbie. Saw oglądało mi się na pewno dużo lepiej, niż Hostele, ale nie zaliczyłbym jej do absolutnych must-see. No chyba, że w planach macie oglądanie całej serii.
Saw II
Pułapki zastawione na ofiary śmiertelnej gry są jednak mniej wyszukane, niż w poprzedniku. Do tego tempo eliminowania kolejnych osób nie pozwala do nikogo się przyzwyczaić.
Po raz kolejny przebieg fabuły można do pewnego stopnia wywnioskować, zwracając uwagę na szczegóły. Jeśli nie uda się tego zrobić przed końcem filmu, to podobnie jak wcześniej przed końcem zobaczymy streszczenie pokazujące całość od dupy strony.
Piła 2 jako sequel sprawdza się całkiem nieźle. Nie szokuje, jak poprzedniczka, ale nie powtarza też jej całej formuły. Dobre rzemiosło, ale bez wodotrysków.
Saw III
Fabuła prezentuje 2 wątki główne, splatające się ze sobą dosłownie jedną nitką. Jest to sensowne zawiązanie, ale biorąc pod uwagę, w którym momencie rzuca się je widzowi w twarz (tradycyjnie, do jego wcześniejszego zauważenia podrzucono kilka podpowiedzi), nie daje satysfakcji.
Piła 3 rozwiewa też wszystkie wątpliwości odnośnie postaci, które mogły przeżyć, ale w poprzednich filmach nic o tym nie było wiadomo. Na sam koniec zaserwowano nam też całe mnóstwo migawek ze scenami z poprzedniczek. Wygląda to jak zwieńczenie trylogii i gdyby tak faktycznie było, to jeszcze pół biedy, ale przecież wytwórnia nie zarżnie kury znoszącej złote jaja.
Czy oglądać? Jeśli jesteś fanem serii, albo po prostu robisz maraton – tak. W przeciwnym razie można sobie odpuścić.
Saw IV
Co mnie wpienia, to notoryczne wciskanie postaci z poprzednich filmów. Niezależnie od tego, jak wielką rolę miały w ogólnej fabule, prędzej czy później stają się obiektem ‘testów’ Jigsawa. Żeby było dziwniej, im mniej znacząca rola, tym większych kretynizmów się postać dopuszcza (nawet jeśli staje się głównym bohaterem). Fajniejsze byłoby połączenie postaci, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a już na pewno są odcięte od poprzednich ofiar.
Jeśli w ciągu poprzednich trzech filmów nauczyliście wyłapywać wskazówki odnośnie tego, kto może być odpowiedzialny (lub jak) za cały burdel, to tutaj nie będziecie mieć żadnych problemów. Stosowana technika przypomina tę z jedynki. Nawet nie biorąc tego pod uwagę, w trakcie całego seansu podawane są co najmniej 2 podpowiedzi dotyczące sprawcy. Film odrobinę lepszy, niż trzecia część, głównie dzięki przywróceniu idei, jak przyświecała Jigsawowi podczas montowania jego zabawek.
Saw V
Saw VI
Jigsaw wciąga w swoją śmiertelną grę kolejnych ludzi, których spotkał w swoim życiu. Nie pierwszych lepszych, tylko szumowiny żyjące kosztem innych. W niektórych z poprzednich filmów wspominano o jego ‘dziele’, na które składały się wszystkie dotychczasowe gry. W #6 twórcy robią widzowi smak na rozwiązanie, które ma się pojawić już wkrótce.
Podobało mi się zakończenie – naprawdę tworzy napięcie i potrafi w nim trzymać, więc plus za to.
Jak widać, seria jest strasznie nierówna. Nie było mi żal ofiar Jigsawa. Wiele z nich to prawdziwe skurwysyny, które tak naprawdę dostały to, na co zasłużyły. Dobrze przedstawiono powiązania ofiar z samym Jigsawem, choć naprawdę ciężko nie odnieść wrażenia, że część (ot, choćby z V) dorzucono tylko po to, by było kogo zabijać.
Z rzeczy, które spieprzono dokumentnie wymienię w pierwszej kolejności retrospekcje. Jest ich zbyt wiele. Fakt, że większość z nich ukazuje motywy oraz tło wydarzeń z teraźniejszości, ale pozostałe, będące wycinkami poprzednich filmów to strata czasu.
Drugą taką rzeczą jest montaż. Piątka wyszła przez to strasznie chaotyczna, a i w innych odsłonach zdarzało się, że pewne sceny można było pokazać w innej kolejności, a nie skakać od jednej do drugiej.
Jeżeli siódma odsłona – Saw 3D – będzie na poziomie zbliżonym do szóstki, to seria będzie całkiem udana (tylko 2 z 7 filmów będą do chrzanu), ale o tym napiszę, jak już film wejdzie do kin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz