Na moje szczęście wszystkie obawy poszły w diabły, jak tylko film się zaczął. Fakt, fragment z Adamem szukającym miecza na Ziemi jest żenujący, ale to naprawdę niewielki wycinek filmu. Gdybym miał porównać ten film do czegoś, to byłby to Flash Gordon. Od samego początku widać wyraźne inspiracje, włącznie z rockową oprawą, w której uczestniczy nie kto inny, jak Brian May.
Jeśli chodzi o samą historię, to nie jest to dorosły Adam powstrzymujący Szkieletora i jego przydupasów. Nie, tutaj czaszkowy podbił Eternię, gdy książę był dzieckiem. Adama wysłano na Ziemię, by go chronić i kiedyś tam miał wrócić. No z tym powrotem to tak nie do końca wyszło, lecz ostatecznie Teela ściągnęła go z powrotem. Od tej pory Adam zaczyna ćwiczyć, zbierać sojuszników, wszystko, by pokonać Szkieletora i spółkę.
Całościowo Masters of the Universe to kino przygodowe, fantasy i podszyte ogromną ilością nostalgii oraz fanservice (scena w napisach jest porównywalna do tego, co zaserwował pierwszy Sonic). Jest sporo świetnych scenek żartujących sobie z ksywek postaci. Są nawiązania do klasycznych kostiumów, He-Man jest obrzydliwie dobry, a Szkieletor podły i złośliwy. Wizualnie postacie oddają klimat swoich oryginałów, czasami z drobnymi modernizacjami, ale najważniejsze jest to, iż nie wstydzą się swoich korzeni. Nawet podśmiechujki nie są poniżające, tylko tworzone w myśl zasady, że dobra parodia powstaje, gdy kochasz materiał źródłowy.
Rzeczy, do których się przyczepię (oprócz wspomnianego żenującego epizodu na Ziemi), to banały. Już pal licho zmiany płci czy koloru skóry. Zastanawia mnie brak Orko w trakcie filmu. Nie ma absolutnie żadnego wyjaśnienia na to, ale sam Orko ni z tego, ni z owego jest narratorem finału i nawet go widać przez moment. Jakieś to niekonsekwentne... Kolejna rzecz – Szkieletor. Myślałem, że obecność Jareda Leto zrobi z niego tak nietrafionego złola jak jego Joker, ale nie. Nie dość, że facet jest zabawny, to wszystkie jego dyrdymał pasują do reszty dialogów. Jedyny problem z nim to głos, który bardziej przypomina Bane’a z The Dark Knight Rises niż oryginał, a szkoda. Te konkretne dialogi, gdyby były mówione po staremu, byłyby złotem.
Masters of the Universe to bardzo przyjemna podróż w przeszłość dla fanów serii oraz kino przygodowe fantasy dla wszystkich pozostałych. Na tyle dobra, by czekać na sequel. Moja ocena: 4.