Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gobliiins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gobliiins. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 kwietnia 2012

Goblins 3

Gra znana także pod tytułem Goblin’s Quest 3. Wynika to z zaangażowania Sierry, która chciała w ten sposób podkreślić przynależność gry do swoich serii (King’s Quest, Space Quest, Police Quest).

Ponownie mamy jedną literę „i” mniej w tytule, a tym samym tylko 1 goblina do kontroli. Jednak Blount (bo tak się nasz bohater nazywa) nie działa sam. Na kolejnych etapach swojej przygody będzie napotykał wiele postaci, które będą mu towarzyszyć od czasu do czasu. Wśród nich są takie istoty jak papuga Chump, czarodziej Ooya czy wąż Fulbert. Podczas wędrówki Blount będzie musiał walczyć o życie, zakocha się, do tego przyjdzie mu pogodzić kilka zwaśnionych stron tu i tam. A to nie koniec, pomysłów na urozmaicenie rozgrywki jest więcej, wliczając w to fajne zakończenie wiążące wszystkie 3 gry.

W założeniach taki model wypada bardzo optymistycznie. Niestety jego realizacja pozostawia nieco do życzenia. Po pierwsze: lokacje oraz zagadki są jeszcze bardziej absurdalne (wbrew pozorom to jest możliwe) od tych z poprzedników. Zróżnicowanie tych drugich jest takie sobie, gdyż lwia część opiera się na czasówkach (jedna postać uruchamia jakiś mechanizm/tworzy stosowną sytuację, podczas gdy druga musi działać). Szczytem upierdliwości są te czasówki, które trzeba obskoczyć jedną postacią. Niby w drugiej części był ten sam patent, ale G3 dużo gorzej reaguje na akcje gracza (opóźnienia). Do tego wiele z nich jest przerywane na rzecz komentarzy rzucanych przez Blounta. Pojawia się wtedy osobne okno z jego gadającą głową. I tak – jeśli jakąś czasówkę spapramy, zobaczymy je za każdym razem.

Po drugie: zmieniające się wątki wprowadzają chaos. Zdaję sobie sprawę, że w przypadku serii Goblins pojęcie fabuły jest pewnym nadużyciem, ale i tak da się tutaj ów chaos odczuć. Bardzo szybko przestajemy przywiązywać wagę do postaci, wydarzeń i miejsc. Co praktycznie od razu może się na nas zemścić, bo te są wymagane do rozwiązywania zagadek. Jeżeli zaś olejemy sprawę, pozostanie nam tylko prostackie eksperymentowanie na zasadzie wszystko na wszystkim, albo użycie solucji. W moim przypadku dochodziło do tego, że gra nudziła mnie tak bardzo, iż średnio co lokacja przerywałem rozgrywkę i odkładałem ją na później. Pozwalało to na dawkowanie gry oraz pamiętanie o potrzebnych do zagadek duperelach.

Na koniec ostrzeżenie: unikajcie wersji uwspółcześnionej oraz polskiej. Ta pierwsza ma paskudnie zmontowaną ścieżkę dźwiękową (wszystkie utwory wrzucone do 1 pliku mp3) i irytujące głosy w komentarzach/oknach z głową. Polska wersja ma kilka naprawdę durnych tłumaczeń (zwłaszcza jak ją zestawić z oficjalnym polskim poradnikiem) udekorowanych literówkami. Gdybym miał polecić jakąkolwiek wersję, to byłaby to stara PCtowa, lub jeszcze lepiej amigowa. Tak czy siak Goblins 3 jest w moim przekonaniu dużo słabsza od poprzedniczek i bywały momenty, w których miałem jej serdecznie dość. Wspomniane zakończenie w jakimś stopniu wynagradza włożony wysiłek. Moja ocena: 3+.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Gobliins 2: The Prince Buffoon

Syn króla z pierwszej części, tytułowy księciunio, został porwany przez demona, który przy okazji podbił i zniewolił sąsiednie królestwo. Władyka jest zrozpaczony, ale gdzie on nie może, tam gobliny pośle. Panie i panowie, powitajmy naszych bohaterów, Fingusa i Winkle’a.

Jak nietrudno zauważyć liczba kontrolowanych postaci (podobnie jak literek ‘i’ w tytule) została zmniejszona do dwóch. Nie żeby to było wadą. W zasadzie nie licząc magii oba gobliny potrafią to samo, co ich poprzednicy. Fingus to wygadany kombinator, a Winkle osiłek, rozrabiaka i cwaniak. Tym razem większość zagadek będzie opierała się na kooperacji obu postaci. W tej odsłonie idzie ona zdecydowanie dalej za pomocą prostego triku – jednoczesnych akcji. Wiele zadań wygląda w ten sposób, że jeden goblin odwraca czyjąś uwagę, a drugi działa za plecami zaabsorbowanego NPCa, albo obaj wykonują jakąś akcję jednocześnie, np. przy przenoszeniu ciężkich przedmiotów. Dało to spore pole do popisu w tworzeniu zagadek. W pewnym momencie zyskamy też kontrolę nad trzecią postacią – księciem – ale jego zaangażowanie jest minimalne.

Same zagadki charakteryzują się tym samym poziomem absurdu, co poprzednio. Różnica zaszła w ich rozmieszczeniu. W pierwszej części można było korzystać tylko z 1 przedmiotu naraz i ograniczało się to przede wszystkim do tego, co było dostępne na danym poziomie. Dodatkowo wiadomo było, że 1 ekran = 1 poziom. Tutaj już tak nie ma. Poziomy mogą składać się z 2-3 miejsc, między którymi da się przechodzić, zaś gobliny są w stanie przenosić wiele przedmiotów jednocześnie. Warto też mieć na uwadze, że każdy z nich inaczej  zareaguje na wskazany obiekt albo użyje przedmiotu w inny sposób. W niektórych przypadkach bohaterowie w ogóle odmówią podjęcia akcji z różnych powodów, np. Fingus jest zbyt grzeczny, a Winkle za głupi.

Graficznie poprawiono niemal wszystko. Animacja jest minimalnie, ale jednak lepsza. Postacie zarówno naszych bohaterów, jak i napotykanych osób/stworów są większe i z większą liczbą szczegółów, zaś paleta barw została potężnie urozmaicona. Pomimo iż gra mieni się wszystkimi kolorami tęczy, nie jest oczojebna. Ciekawostką jest cenzura (o której zapomniałem wspomnieć przy okazji Gobliiins). Stara wersja gry jest jej kompletnie pozbawiona, co widać już w drugiej lokacji, gdzie natykamy się na fontannę o kobiecych kształtach. W wersji bonusowej z płyty z Gobliiins 4 (oraz starych, wydanych po pierwszej edycji) tę samą fontannę odziano w... kostium kąpielowy. Ot, ktoś się przestraszył kanciastego biustu z sutkami wielkości pikseli, paranoja.

Kolejnymi elementami, które ucierpiały na uwspółcześnieniu gry, są muzyka i dźwięki. Jasne, że te obecne są dużo lepsze jakościowo (w końcu co mówione teksty, to nie brzęknięcia), ale utwory towarzyszące naszej wędrówce są dużo mniej zróżnicowane niż oryginalne, a podłożone głosy zwyczajnie irytują. Autentycznie tutaj lepiej sprawdzają się brzęki i piski zastosowane w pierwowzorze – tworzą bardzo specyficzny klimat współgrający z pokręconą grafiką i zwyczajnie mają zabawniejszy wydźwięk.

Końcową szpilę muszę wetknąć w spolszczenie gry. Przy poprzedniej części wspomniałem, że w grach o przygodach goblinów nie da się popełnić błędu, bo tekstu jest tak mało. Nie mogę w to uwierzyć... tutaj się to udało... No do licha ciężkiego, jakim cudem z piłki koszykowej zrobiono kulę, a z kuli do kręgli piłkę, nie wiem. To jest w tym wszystkim najdziwniejsze – nie ma błędów we fragmentach tekstu robiącego za przerywniki między poziomami, czy w dialogach, ale w nazwach przedmiotów i obiektów już jak najbardziej. Szkoda gadać.

Do Gobliins 2 mam ogromny sentyment. Była to jedna z moich pierwszych przygodówek (wersję shareware miałem jeszcze na dyskietce 5,25). Pomimo iż znam ją praktycznie na pamięć, lubię ją sobie co jakiś czas odświeżyć. Oryginalna wersja zasługuje na pełne 5. Do obecnego wydania dodaję minus za spartolenie tłumaczenia oraz tak ogromne zmiany w oprawie dźwiękowej. Przede wszystkim polecam odszukanie wersji z oryginalnym udźwiękowieniem, ale nawet jeśli takowej nie znajdziecie, to w G2 wciąż warto zagrać, gdyż jest to zwyczajnie bardzo dobra i zakręcona gra przygodowa.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Gobliiins

Tym razem w ramach przerwy od przerwy od przerwy odpaliłem staruteńką przygodówkę z 1990: Gobliiins. Nawet po latach gra się przyjemnie.

W pewnym królestwie król zaczyna wariować. Dosłownie: nagłe ataki śmiechu, paniki, czy wrzaski powodowane bólem. W akcie desperacji władyka wysyła trzech swoich podwładnych do lokalnego czarnoksiężnika, by ten znalazł jakieś rozwiązanie problemu. Jak się później okazuje, podróż trwa dłużej, niż gobliny mogłyby się spodziewać, a każdy jej moment wypełniają przygody.

Gra podzielona jest na 22 etapy, wliczając w to te, które odwiedzimy po kilka razy. Każdy z nich mieści się na jednym ekranie. Niektóre z nich można przejść rozwiązując dosłownie 1 zagadkę, nad pozostałymi spędzimy więcej czasu. Same łamigłówki nie należą może do przesadnie skomplikowanych, ale charakteryzują się specyficzną logiką. By ją w pełni wyczuć, należy pamiętać o pokręconym poczuciu humoru oraz przetestować obiekty w danym miejscu. Problemem może być nietypowe rozwiązanie (nawet jak na tamte czasy) w postaci paska życia. Raz na jakiś czas kontakt z niektórymi NPCami zaowocuje utratą energii. W grze nie ma systemu save’ów, tylko kody do poszczególnych poziomów. Tak więc jeśli pod koniec jednego poziomu zdarzy nam się wjechać w kartony, będziemy go powtarzali od początku.

System działania sprowadza się do koordynacji poczynań naszych trzech podopiecznych. Do dyspozycji mamy tragarza, który może nosić i używać jednego z przedmiotów dostępnych w lokacji; magika, którego magia... powiedzmy, że różnie działa; siłacza, który musi w coś od czasu do czasu przywalić. Jedyną wadą tego rozwiązania jest niemożliwość wydania poleceń dwóm goblinom jednocześnie. Jeżeli jeden z nich idzie do punktu A, a drugiego chcemy wysłać do punktu B, musimy poczekać, aż pierwszy z nich dotrze do celu, w przeciwnym razie wybór drugiego spowoduje zatrzymanie się pierwszego. Drobiazg, ale zauważalny.

Tytuły z serii Gobliiins charakteryzowała bardzo specyficzna oprawa graficzna. Powykręcane, kreskówkowe postacie szczerzące się do gracza z ekranu. Fantastyczne pomysły dotyczące świata, a przy okazji będące integracyjną częścią zagadek. Sama grafika pomimo iż rozpikselowana, ma swój urok. Dodatkowo jeśli używacie do odpalenia gry ScummVM, można ją odrobinę poprawić, wygładzić krawędzie i zmienić nasycenie barw. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to nieco monotonna paleta, jakiej użyto do sportretowania akcji. Dominującymi kolorami są przeróżne odcienie brązu. Animacja jest umowna, na każdy ruch składa się dosłownie kilka klatek, ale biorąc pod uwagę wielkość ruchomych elementów - nie rzuca się to w oczy.

Poziom udźwiękowienia zależy od wersji gry. Najnowsza, dostępna np. jako bonus do pudełkowego wydania Gobliiins 4, zawiera nagraną od nowa muzykę z wykorzystaniem instrumentów oraz fragmenty czytane w trakcie ilustracji-przerywników. Pozostawiono natomiast oryginalne dźwięki służące za rozmowę, krzyki, śmiech i odgłosy otoczenia. Przy okazji nowej wersji wspomnę też o spolszczeniu. Jest w porządku. Bez rewelacji, ale i bez błędów – w sumie nie było pola do popisu, bo samego tekstu jest tyle, co kot napłakał.

Podsumowując, Gobliiins to klasyka przygodówek. Jeśli ktoś lubi gry lekkie, łatwe i przyjemne, nasycone humorem, powinien zagrać. Miłośnicy produkcji oldschoolowych również nie powinni się zastanawiać. Moja ocena: 4- (minus za pasek życia).