JL jest kolejnym po Batmanie (TAS i Beyond) oraz Supermanie tytułem osadzonym w uniwersum DC, a przy okazji zamykającym tę linię seriali. Kreska i animacja są powieleniem jakości, do które przyzwyczaiły mnie poprzednie produkcje. Różnica jest w skali – przy takiej liczbie bohaterów oraz rozmiarze konfliktów – demolka jest większa, DUŻO większa. Tak więc za utrzymanie poziomu części wizualnej w tej sytuacji należą się brawa.
Co mi najbardziej przypadło do gustu, to drobiazgowość zachowań poszczególnych postaci. Cholera, nawet wieczny harcerzyk Clark Kent jest pokazywany od mniej przyjemnej strony. Wreszcie zachowuje się jak osoba z krwi i kości. Żeby było ciekawiej, pomimo takiej liczby osób przewijających się przez serial, autorzy zadbali o to, byśmy każdego pamiętali nie tylko z powodu jego pseudonimu, czy oczojebnego kostiumu, co jest nie lada wyczynem.
Jeżeli podobały się wam wcześniejsze odsłony animowanych wersji komiksów DC, Justice League jest pozycją obowiązkową, wynagradzającą mdłego Supermana, a przy tym udowadniającą, że jeden Kal-El nie wystarczy, by bronić Ziemi. Moja ocena: 5.
P.S. Dopisek na niektórych egzemplarzach płyt DVD: Kids Collection jest moim zdaniem nietrafiony. Po niektórych odcinkach dzieciaki mogą mieć koszmary ;]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz