
Opisywana przeze mnie wersja animowana ma z kolei klimat... iście burtonowski. Zacznijmy od oprawy. Seriale animowane kojarzone są przede wszystkim z kreskówkami dla dzieci, pełnymi kolorów, humoru, niezobowiązujących wątków, czasem z jakimś morałem na koniec. Tymczasem Batman: TAS jest wypełniony ciemnymi barwami (niezależnie od tego, czy akcja ma miejsce w dzień, czy w nocy), stylizacja przypomina filmy noir (począwszy od ubiorów, przez samochody, na broni kończąc), do tego dochodzi muzyka wzorowana na utworach Danny’ego Elfmana (który jest też odpowiedzialny za wejściówkę do serialu). Aktorzy również dają z siebie wszystko. Każda postać jest charakterystycznie zagrana, a jeśli komuś Mark Hamill całe życie kojarzył się tylko z postacią Luke’a Skywalkera, to powinien posłuchać jego możliwości jako Jokera.

W takich produkcjach twórcy starają się jak najbardziej zmniejszyć liczbę drastycznych elementów (znowu na rzecz obniżenia kategorii wiekowej). Tymczasem w Batmanie może i ktoś coś chciał wycinać, ale przemocy i tak jest więcej, niż w filmach Schumachera. Strzelaniny są na porządku dziennym, a gdy trzeba – leje się krew. Jak jeszcze doliczymy popierdzielonych wrogów, ciekawe i dojrzałe wątki oraz poważne traktowanie widza – otrzymamy naprawdę rewelacyjny serial animowany. Prawdopodobnie należałoby skierować go do nieco starszych, niż grupa docelowa, nastolatków oraz dorosłych, ale nie zmienia to faktu, że jest to widowisko na 5.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz