Nie mam pojęcia, czy autorowi się już nie chciało, czy może wydawnictwo poprosiło, aby już zakończył. Ale po pościgu następuje cała seria słabo powiązanych ze sobą rozdziałów, które same w sobie są coraz nudniejsze. Przesadzam? Powiem tak, zacząłem czytać ten tom 8 czerwca 2025 roku, a skończyłem 28 kwietnia 2026. W międzyczasie czytałem inne książki, komiksy (w tym mangi) oraz podręczniki RPG, byle tylko odsunąć w czasie powrót do tego tomu. Czasami wracałem, by przeczytać choćby dwie strony i zbliżyć się odrobinę ku końcowi.
Naprawdę ciężko mi opisać, jak bardzo wątek szpiegowski (trwający najdłużej) nie obchodził mnie nic a nic. Jak bardzo męczyły mnie eskapady i zbieranie ludzi. Zaś ostatnia bitwa wycisnęła ze mnie ostatki entuzjazmu. Myślałem, że obrona Jasnej Góry w Potopie się wlecze. Ta tutaj pokazuje, że da się wolniej. Na domiar złego finałowe starcie między postaciami jest tak durne, że sekwencja z Architektem z drugiego Matrixa to mistrzostwo świata. Dodatkowo nie jestem pewien, czy autor nie popełnił błędu nawiązując do czasu Vuko w drzewie. Samo nawiązanie jest cwane, ale to, co serwuje epilog zdaje się kompletnie zaprzeczać tej informacji. No i właśnie, zakończenie jest tak nijakie… Niby pasuje do brutalnej natury tego uniwersum, ale mnie nie przekonało. Star Ocean (taki stary jRPG) zawiera podobny patent i sprzedaje go dużo lepiej.
Czwarty tom Pana lodowego ogrodu mogę polecić tylko, jeśli to ostatnia kniga w serii, jaka komuś została do przeczytania i chce mieć to z głowy. Jeśli jednak jesteś na początku serii, to pamiętaj, że to będzie męczarnia, której nawet świetny tom 3 nie złagodzi. Moja ocena: 2+.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz