niedziela, 26 lipca 2026

Mortal Kombat 2 (2026)

Mortal Kombat z 2021 wynudził mnie jak diabli. Nawet go sobie ostatnio odświeżyłem, bo zastanawiałem się, czy może nie byłem zbyt surowy. Nic z tych rzeczy, to naprawdę co najwyżej średni film. W związku z tym nie miałem zbyt wielkich oczekiwań co do sequela. I wiecie co? To jest mniej więcej taki szok, jak między pierwszym zwiastunem filmowego Sonica, a kolejnymi. Można? Można.

Zacznijmy od tego, że Mortal Kombat 2 to nie jest jakiś wybitny film. To prosta nawalanka czerpiąca garściami z gier. Czy to źle? No chyba tylko, jeśli spodziewaliście się Obywatela Kane’a. Garściami to w zasadzie mało powiedziane. Lepszym określeniem byłoby wiadrami. Począwszy od ekranu z logo twórców, który nawiązuje do otwarcia komputerowego Mortal Kombat 2 z 1993 roku, przez klimaciarskie miejsca pojedynków, po wygładzenie pierdół fabularnych, które były całkowicie zbędne.

Od pierwszych chwil widać też, że ktoś solidnie sypnął kasą. Skala wydarzeń jest większa. Kostiumy bardziej zróżnicowane. Postaci jest więcej (przy czym obecność takich osób jak Quan Chi daje duże pole do popisu na przyszłość), zaś każde odwiedzane miejsce cieszy oko ogromem detali. Do tego dochodzą pojedynki. Nie odczuwa się przestojów między nimi. Natomiast one same są widowiskowe, krwawe i tak mortalowe, że ciężko się przyczepić.

Aktorsko wypadło całkiem nieźle. Tak jak lubię Karla Urbana, tak niespecjalnie cieszyło mnie obsadzenie go w roli Johnny’ego Cage’a. Biję się w pierś, pan Urban nie dość, że dowiózł, to jeszcze jest to jeden z najlepszych występów w filmie (drugim jest Kano). Reszta jest ok, choć obecnego Shang Tsunga nadal uważam za najgorzej zagranego. Dla porównania obejrzałem sobie znowu film z 1995 i to naprawdę niesamowite, jaką robotę odwalał świętej pamięci Cary-Hiroyuki Tagawa. Jednym uśmieszkiem lub spojrzeniem dyktował atmosferę w scenie. Chin Han niezależnie od tego, jak najbardziej podły plan wprowadza w życie (a naprawdę jest on godny tej postaci), jego brak charyzmy kompletnie niweczy efekt końcowy.

Brzmi jak sequel idealny, nie? Ale i tak się poczepiam. Po pierwsze muzyka – niby klasyczny motyw gdzieś tam się przewija, ale nie robi takiej roboty, jak w filmie z 1995. Natomiast reszta utworów wyleciała mi z pamięci, jak tylko seans dobiegł końca. Po drugie – taki trochę false advertising. Zwiastuny obiecują skupienie historii wokół Cage’a, podczas gdy najwięcej czasu poświęcono… Kitanie. Nie mam pretensji o efekt końcowy, tylko o te zapowiedzi. Trzy – wspominałem już o cienkim Shang Tsungu? Ta…

Niemniej jednak Mortal Kombat 2 (2026) stanowi ogromny krok naprzód w stosunku do poprzednika i gdyby nie to, że bierze z niego wiele informacji stricte fabularnych, MK z 2021 można by sobie kompletnie darować. Moja ocena sequela: 4+.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz