Skąd to skojarzenie? Serial z 2017 miał dokładnie taki sam początek. Frank po raz kolejny jest na „emeryturze” i zmaga się ze swoimi demonami. Stara się ignorować otoczenie i nie zwracać na siebie uwagi, ale zawsze znajdzie się jakiś matoł, który zaburza porządek rzeczy, przez co spuszcza Punishera ze smyczy.
W przypadku One Last Kill pół odcinka jest o Franku, a drugie pół Punisher robi rozróbę. Przyjęło się, iż Punisher w wykonaniu Jona Bernthala nie jest specjalnie wierny komiksom, ale mimo wszystko lubię patrzeć na demolkę w jego wykonaniu. Nie inaczej jest tutaj. Jak już się zacznie, to ogląda się to z uśmiechem na gębie. Problemem jest to, że sumarycznie nie jest to wiele. Mówimy tu o tytule, który trwa może z 48 minut, z czego tylko 50% (może nawet mniej) jest o Franku działającym jako Pogromca. Tyle dobrego, że nadaje się to na krótki seans do kolacji.
Oceniając przez pryzmat akcji z Punisherem można dać 4, ale jako całość jest to raczej 3 i nic, do czego będzie się wracać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz