Meteoryt z Public Enemies został zniszczony. Jego fragmenty lądują na Ziemi. Wśród nich znajduje się statek pochodzenia kryptońskiego, a w nim pasażerka. Superman cieszy się, że nie jest ostatnim przedstawicielem swojej rasy, a Batman i Wonder Woman są sceptycznie nastawieni. Szybko wychodzi na jaw, iż Kara Zor-El jest silniejsza od swojego kuzyna, co przyciąga uwagę Darkseida.
Papierowy pierwowzór był dobrym czytadłem na leniwe popołudnie. Zakładając, że wybaczało mu się kilka scen, które można było zrobić lepiej. Apocalypse, podobnie jak poprzednik, kilka rzeczy zmienia/usuwa i przy okazji… naprawia lekko skopany finał komiksu. Autentycznie to jeden z niewielu przypadków, gdy miałem radochę, że adaptacja coś zmieniła i do tego w tak spektakularny sposób (końcowa bitwa jest po prostu świetna).
Co więcej da się powiedzieć? Animacja jest pierwszorzędna, kolory żywe, akcja dynamiczna i efekciarska. Obsada jak zwykle wymiata. W głównych rolach usłyszymy weteranów: Tim Daly jako Superman i Kevin Conroy jako Batman. Karę dubbinguje lubiana przez fandom s-f Summer Glau. Gdybym miał się kogoś czepić, to byłby to Andre Braugher, który jest dobrym aktorem, ale jego głos zwyczajnie nie pasuje mi do Darkseida.
Mimo tego jednego odstępstwa od preferencji seans Supermam/Batman: Apocalypse uważam za udany. Film jest widowiskowy, dobrze zrealizowany, a niektóre aspekty przewyższają komiksowego protoplastę. Ponadto historia angażuje bardziej od naparzanki, jaka miała miejsce w Public Enemies. Moja ocena: 4+.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz