Season 1
Tutaj muszę zaznaczyć, że jestem strasznie nieobiektywny w przypadku tego sezonu. Uwielbiam go za wszystko: świetnie odtworzone realia powojennych USA polane marvelową fantastyką, kapitalna muzyka, konkretne powiązanie z Captain America: The First Avenger, fajny klimat szpiegowski i aktorstwo zjadające wiele seriali komiksopochodnych na śniadanie.
Bardzo podoba mi się fakt, iż Peggy jest zmuszona działać niemal sama. Asystuje jej jedynie lokaj Starka – Edwin Jarvis, grany przez Jamesa D’Arcy. Za samo to sezon zyskuje plusa, bo nawet w przypadku śledztwa pozostałych agentów nie odczuwa się tutaj zbędnego odwracania uwagi od głównej bohaterki oraz rozdmuchania ekipy wspomagającej. Sceny, w których Carter musi improwizować, są najlepsze. To jest zdecydowanie to, czego mi obecnie brakuje w serialach DC, a co z powodzeniem (przeważnie) stosuje Netflix w swoich produkcjach.
Kolejną rzeczą, która zwiększa czerpaną przeze mnie radochę, to nawiązania do filmowej rodziny. Hayley Atwell powraca jako Peggy, a Dominic Cooper jako młody Howard Stark. W jednym z odcinków pojawia się młody Vanko, ojciec głównego łotra z Iron Mana 2, Neal McDonough znowu wciela się w Dum Dum Dugana. Nawet Arnim Zola ma swoje kilka sekund.
W dobie seriali posługujących się jednym trikiem, straszących tandetą i kiczem, czy potrzebującym specjalnych wymówek, by je polecić, miło obejrzeć produkcję stworzoną z taką starannością, o silnej i zaradnej postaci, której profesja nie wyprała z człowieczeństwa i kobiecości. W 8 odcinkach upchnięto przyjemny, szpiegowski serial, przy którym nie nudziłem się nawet przez chwilę. Moja ocena: 5.
Season 2
Oprócz miejsca akcji w strukturze zmieniło się sporo. Warstwy szpiegowskiej jest mniej, marvelowej fantastyki więcej, odcinków również, a oprócz tego otrzymujemy dodatkowe sceny z przeszłości Peggy, poprzedzające nawet pierwszego Kapitana Amerykę. Nie wszystko z tego wyszło na dobre.
Większa liczba odcinków oraz tła fabularnego pozwala z jednej strony lepiej zbudować opowieść, z drugiej spowolnić jej tempo. Podobnie sprawa ma się ze wspomnianą fantastyką a’la Marvel. Wolałem serię niemal czysto szpiegowską, niż kombinację tejże z czymś, co kojarzy się ze słabym, trzecim sezonem Agents of S.H.I.E.L.D. Do tego trzeba jeszcze dorzucić mniejszą liczbę nawiązań do MCU i komiksów jako takich oraz cliffhanger, który nie doczekał się kontynuacji, bo serial anulowano.
Do części wizualnej (uwzględniając kostiumy, zdjęcia i lokacje odwzorowujące USA tamtych lat), aktorskiej oraz muzycznej nie mogę się przyczepić. Te trzymają poziom poprzedniego sezonu.
Podsumowując, oba sezony Agentki Carter zebrane razem trwają mniej, niż przeciętny sezon wielu innych produkcji. W związku z czym jeśli podobał wam się pierwszy, można przynajmniej pokusić się o spróbowanie drugiego. Niestety, nie udało mu się zauroczyć, ani zachwycić mnie tak, jak poprzednikowi, choć bawiłem się całkiem dobrze i na koniec żałowałem, że więcej sezonów nie będzie. Moja ocena: 4.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz