Tym razem śledzimy historię Laury i jej brata, którzy w dzieciństwie byli świadkami brutalnego morderstwa ich rodziców. Zgodnie z tytułem zbrodnię przypisują boogeymanowi. Brat Laury po przejściu terapii jakoś sobie radzi, natomiast dziewczyna broniła się przed nią do ostatniej chwili, aż w końcu poddaje się i zapisuje się do tej samej kliniki. Po dołączeniu do grupy dzieciaków z różnymi lękami, pacjenci zaczynają padać jeden po drugim.
Boogeyman 2 korzysta z tego samego patentu, co poprzednik – sugeruje, że ktoś za pomocą opowiastki do straszenia dzieci próbuje wytłumaczyć swoją traumę. Różnica polega na tym, iż sequel ciągnie ten patent dalej od pierwowzoru. Niemal w te same rejony co… Friday the 13th: A New Beginning (piąta część serii). Na szczęście autorzy nie ograniczają się do bezczelnego kopiowania. I o ile rozgryzienie tego, co się naprawdę dzieje, nie jest jakąś arcytrudną łamigłówką, fajnie, że w ogóle ją zawarto.
Generalnie gdyby próbować zakwalifikować Boogeymana 2, to ma wszystkiego po trochu. Jest szpital psychiatryczny, choroby psychiczne, trochę slashera, trochę jatki niczym w serii Piła oraz wątek nadnaturalny stanowiący pretekst. Samo straszenie nie jest może tak subtelne jak w jedynce, ale z drugiej strony efekt końcowy nie kończy się trzęsącą się kamerą, ani czymś równie głupim. Mało tego, w jednej ze scen pod koniec, gdzie widz wręcz nastawia się na jump scare, Boogeyman 2 rozgrywa to po swojemu tak, że bardziej zaskoczył mnie jego brak niż jakikolwiek potwór wyskakujący z szafy. Rodzynkiem całego seansu jest niewielka, lecz skutecznie odciskająca się na fabule obecność Tobina Bella, który na tym etapie miał już za sobą cztery Piły.
Nawet jeśli fabuła jest przewidywalna i miejscami niezbyt mądra, to nadal stanowi mieszankę, dzięki której można liczyć na niezły seans. Ba, śmiem twierdzić, że w gronie miłośników będzie jeszcze zabawniej, bo można wtedy zainicjować zabawę: „Gdzie jeszcze to widziałem?”, lecz tym razem bez kpiarskiego tonu. Im bliżej końca, tym więcej punktów można nastukać. Moja ocena: 4.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz