Nie ma tu żadnej tajemnicy – nadnaturalne zło powraca. Nie wiadomo, dlaczego upatrzyło sobie ten konkretny kampus i uczniów. Wiadomo natomiast, że musi urosnąć w siłę, by przetrwać. Dochodzi tu do sytuacji znanej choćby z Freddy vs. Jason, gdzie główna niewiasta chcąc powstrzymać antagonistę, przyczynia się do tego, że wszyscy zaczynają się bać. W rezultacie ten może masakrować ofiary w coraz bardziej kreatywny sposób.
Niestety, kreatywność pozostała chyba tylko na papierze, bo poza dwoma scenami z lejącą się krwią (swoją drogą, już dawno nie widziałem sztucznej krwi, która byłaby aż tak sztuczna) i pokazywaniem już zmasakrowanych zwłok, samych aktów zabijania prawie nie widać. A nawet jak już coś zobaczymy, to nie będzie to nic szczególnego (zwłaszcza jeśli siedzi się w tym gatunku). Pojawiły się też nielubiane przeze mnie jump scare’y i trzęsąca się (choć nie aż tak, jak w jedynce) kamera.
Pomimo zbliżenia czasu trwania do poprzedników seans się wlecze. Muzyka nie zapada w pamięć, a aktorstwo nawet jak na tanio wyglądający horror jest miejscami tak drewniane, że lepiej ekranu nie dotykać, bo jeszcze drzazga wejdzie. Gdyby zdobyć się na wyżyny wyrozumiałości dla tematyki i konwencji, może dałoby się wybaczyć cokolwiek z powyższych, jednak nie da się wybaczyć tego, że nawet przy najbardziej optymistycznym nastawieniu Boogeyman 3 jest przerażająco nudny. Moja ocena: 2-.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz