
Główny bohater – rozpieszczony bachor, który nigdy wcześniej nie dostał chyba żadnej kary (już pominę zasugerowane przez jego ojca lanie kablem, chodziło o JAKĄKOLWIEK naganę) ani wpierdol od życia, strzela mega focha, bo się znajomi śmieją z niego na Facebooku (pominę z czego dokładnie, bo tę scenę można byłoby zastąpić dowolnym innym incydentem). Powoduje to ucieczkę do wirtualnego świata, odcinanie się od rzeczywistości, buntowanie się oraz całą serię gówniarskich zagrywek, byle tylko rodzice ‘cierpieli/wyli z bólu’. Nie żeby protoplaści byli bez winy – to również podręcznikowy przykład osób z poprzestawianymi priorytetami oraz ego tak wielkim, że upadek z niego na rozsądek zakończyłby się krwawym plaskiem.
Na plusy policzę przede wszystkim oprawę filmu. Bardzo fajne ujęcia, dobrze wkomponowana muzyka oraz mieszanka chat roomu tytułowej sali z rzeczywistością. Jako osoba siedząca trochę we wszelkiego rodzaju produktach sieciowych/społecznościowych zdaję sobie sprawę, że czegoś takiego na rynku nie ma, a obsługa tego rodzaju efektów byłaby zbyt skomplikowana dla przeciętnego użytkownika chatów. Jednakże taka wizja wirtualnej rzeczywistości doskonale podkreśla, dlaczego ktoś wolałby spędzać czas ‘tam’ zamiast ‘tutaj’.
Nie sposób też pominąć odtwórcy głównej roli – Jakuba Gierszała. Wychodzę z prostego założenia, że jeśli jakaś postać w trakcie seansu tak mnie wkurza swoim zachowaniem, to aktor doskonale wywiązuje się z powierzonego zadania.
Niestety to wciąż za mało, żeby mi się film podobał. Dobrze dobrane opakowanie, nieciekawa zawartość. Moja ocena: 2+.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz